2026-04-17

Polska nauka na rozdrożu. System, który nie nadąża za ambicjami, czyli rozmowa z Joanną Kartasiewicz

Polska nauka nie potrzebuje wyłącznie większych pieniędzy. Potrzebuje lepszego systemu – takiego, który nie rozprasza potencjału, nie przeciąża ludzi i wreszcie zaczyna traktować naukę jako wspólny wysiłek, a nie sumę indywidualnych walk o przetrwanie.

Rozmowa z Joanną Kartasiewicz, Kierowniczką Operacyjną projektu Teaming for Excellence w Międzynarodowym Centrum Badań Oka (ICTER), w ramach podcastu Fundacji Candela szybko pokazuje, że polska nauka funkcjonuje dziś w stanie permanentnego napięcia. Z jednej strony – wybitni naukowcy, ambitne projekty i rosnąca obecność w międzynarodowych konsorcjach. Z drugiej – system, który nie tyle wspiera, co często utrudnia wykorzystanie tego potencjału.

Joanna Kartasiewicz /Fot. YT

Joanna Kartasiewicz od początku ustawia akcenty bardzo wyraźnie, zwracając uwagę na coś, co rzadko wybrzmiewa w publicznej debacie.

„Jednostek jest po prostu za dużo, w mojej ocenie. Dobra bądź doskonała nauka wymaga w takim samym stopniu dobrego bądź doskonałego wsparcia. Administracja, tak jak ja pracuję od 15 lat, często jest traktowana po macoszemu jako pracownicy drugiej kategorii, którzy nie mają doktoratów, a często mają” – mówi Joanna Kartasiewicz.

W tym jednym fragmencie zawiera się sedno problemu: system nie tylko jest rozdrobniony, ale też nie docenia własnych fundamentów.

Rozdrobnienie, które kosztuje jakość

Jednym z najważniejszych wątków rozmowy jest struktura samego systemu. Polska, jak podkreśla Kartasiewicz, ma setki jednostek naukowych i dydaktycznych, co w praktyce oznacza rozproszenie środków, energii i ambicji.

„W obrębie samego PAN-u jest około 70 jednostek, a w całym systemie ponad 300. To rozdrobnienie może obniżać istotnie jakość rezultatów zarówno działalności dydaktycznej, jak i naukowej, a także obniża poziom finansowania dla jednostek, które mogłyby generować top class wyniki na najwyższym światowym poziomie” – mówi Joanna Kartasiewicz.

To nie jest wyłącznie kwestia liczb. W tle pojawia się fundamentalne pytanie o filozofię działania: czy lepiej mieć wiele przeciętnych ośrodków, czy mniej, ale naprawdę silnych, zdolnych konkurować globalnie? Kartasiewicz wskazuje na doświadczenia innych krajów, gdzie dominują duże, interdyscyplinarne jednostki o wysokim poziomie umiędzynarodowienia. Polska – jej zdaniem – wciąż tkwi w modelu ilościowym, który nie przystaje do współczesnej nauki.

Pieniądze i sposób ich dzielenia

Choć problem niedofinansowania pozostaje faktem, rozmowa wyraźnie przesuwa ciężar dyskusji w inną stronę. Joanna Kartasiewicz nie neguje potrzeby zwiększania nakładów, ale podkreśla, że równie istotna jest ich dystrybucja.

„Polska jest krajem, który ma stosunkowo niskie finansowanie nauki jako udział PKB – średnia dla krajów UE to około 2%, a my tego nie osiągamy. Ale równie ważne jest to, jak my te pieniądze dzielimy. Z jednej strony potrzebujemy większego finansowania, z drugiej – bardziej efektywnej redystrybucji, czyli dzielenia tych środków na mniej, ale bardziej prężnie działających jednostek” – mówi.

W tym kontekście pojawia się także wątek strategicznego myślenia o nauce – jako elemencie systemu gospodarczego i technologicznego państwa. Kartasiewicz sugeruje, że inwestycje w badania mogą być powiązane choćby z rozwojem technologii obronnych czy eksportem innowacji. To spojrzenie wychodzące poza akademicki horyzont, które w Polsce wciąż nie jest wystarczająco silne.

Naukowiec w pułapce wielozadaniowości

Jednym z najbardziej uderzających elementów diagnozy jest opis codzienności naukowców. Zamiast koncentrować się na badaniach, muszą pełnić dziesiątki innych ról.

„W naszym systemie najczęściej jednostkami zarządzają profesorowie – ludzie nauki, którzy rzadko są menedżerami i nie mają przygotowania do zarządzania dużymi organizacjami. W efekcie wymagane jest od nich, żeby byli jednocześnie badaczami, dydaktykami, menedżerami, a często też specjalistami od prawa, zamówień publicznych czy finansów. Tych ról się mnoży, a czasu nie” – kontynuuje Joanna Kartasiewicz.

To nie tylko kwestia przeciążenia. To strukturalny błąd, który sprawia, że system wykorzystuje kompetencje ludzi w sposób nieefektywny. Kartasiewicz wskazuje na model brytyjski, gdzie funkcjonuje wyraźny podział ról między liderem naukowym a osobą odpowiedzialną za zarządzanie operacyjne. W Polsce taki model wciąż pozostaje wyjątkiem, a nie regułą.

Niewidzialni architekci sukcesu

Szczególnie mocno wybrzmiewa w rozmowie wątek administracji – grupy, bez której współczesna nauka po prostu nie mogłaby funkcjonować. Kartasiewicz mówi o tym bez ogródek: „Administracja jest często traktowana jako pracownicy drugiej kategorii, a jednocześnie to właśnie ci ludzie odpowiadają za ogromną część pracy związanej z funkcjonowaniem jednostek – od grantów, przez procedury prawne, po codzienne wsparcie naukowców”.

To napięcie między niedocenieniem a realnym znaczeniem tej grupy prowadzi do systemowych problemów. Brakuje szkoleń, ścieżek kariery, możliwości rozwoju i umiędzynarodowienia. Tymczasem – jak podkreśla Kartasiewicz – nauka jest dziś procesem zespołowym, a sukcesy przypisywane jednostkom są w rzeczywistości wynikiem pracy wielu ludzi, często niewidocznych na pierwszym planie.

Do tego dochodzi warstwa proceduralna. System zamówień publicznych, obowiązki administracyjne, nadmiar regulacji – wszystko to sprawia, że realizacja projektów badawczych staje się procesem czasochłonnym i kosztownym.

„Procedury są bardzo skomplikowane, bardzo długotrwałe i wymagają ogromnego wysiłku administracyjnego. Nawet jeśli mamy prawników, oni też są przeciążeni, więc wiele obowiązków spada na pracowników, którzy nie są do tego przygotowani” – wyjawia.

W tym kontekście szczególnie wybrzmiewa brak systemowego wsparcia dla osób zarządzających projektami. Kartasiewicz przyznaje, że wiele kompetencji musi zdobywać za granicą, bo w Polsce dostęp do specjalistycznych szkoleń jest ograniczony. To luka, która bezpośrednio wpływa na zdolność instytucji do konkurowania o międzynarodowe środki.

Młodzi na granicy decyzji

Najbardziej niepokojący fragment rozmowy dotyczy jednak przyszłości. Kartasiewicz zwraca uwagę na sytuację młodych naukowców, którzy coraz częściej rezygnują z kariery akademickiej.

„Osoby u progu swojej kariery widzą, jak bardzo ta ścieżka jest wyboista i trudna, jak przeciążona administracyjnie i naznaczona koniecznością ciągłego zdobywania grantów. To może być bardzo zniechęcające. Alternatywy są realne – startupy, sektor prywatny – i wielu z nich z tych alternatyw korzysta” – tłumaczy Joanna Kartasiewicz.

To zjawisko, które można określić jako cichy drenaż mózgów. Nie chodzi o emigrację, ale o odpływ z nauki do innych sektorów. W dłuższej perspektywie może to mieć poważne konsekwencje dla całego systemu.

Nauka jako system, nie zbiór przypadków

Z rozmowy z Joanną Kartasiewicz wyłania się spójna, choć wymagająca diagnoza. Polska nauka potrzebuje nie tylko większych nakładów, ale przede wszystkim zmiany myślenia – odejścia od rozproszenia, przeciążenia i niedocenienia kluczowych ogniw systemu.

„Dobra nauka wymaga doskonałego wsparcia. Żaden naukowiec nie jest dziś w stanie funkcjonować samodzielnie – to zawsze jest praca zespołowa, wysiłek wielu ludzi, którzy wspólnie budują sukces” – podsumowuje.

To zdanie wybrzmiewa jak podsumowanie, ale też jak punkt wyjścia do dalszej dyskusji. Bo jeśli nauka ma być motorem rozwoju, musi najpierw uporządkować własne fundamenty.

Ta witryna jest zarejestrowana na wpml.org jako witryna deweloperska. Przełącz na klucz witryny produkcyjnej, aby remove this banner.